autostrada blog

    Twój nowy blog

    Dzis pierwszy dzien nowej pracy… Praca w zasadzie tylko do konca tygodnia bo w niedziele wraz z angielskim dniem matki skonczy sie sezon na ukladanie bukietow, narazie. Ale dla mnie to koniec bo w przyszla srode jade do Polski:))) 

    Ale, ale mialo byc o nowej pracy – dlugo nie bedzie bo rece mnie bola od kurczowego trzymania kwiatkow przez 11 godzin.. JAk nic bede miec jutro zakwasy. Nie ma jednak tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Mialam czas na rozmyslania 11 godzin:) w sumie gadac nie bylo na poczatku z kim a poza tym tak to juz jest tutaj, ze najlepiej jak sie stoi i pracuje milczac. Tak, taki maly oboz pracy, do ktorego dobrowolnie sie udajesz. Tak wiec stalam i rozmyslalam. Rozmyslalam oczywiscie o P. czulam jakis taki zal, jakby gorczy i niesmak ze poszlam do pracy w ktorej jego nie ma. Oczywiscie to absurd ale przez cudowne 5 miesiecy pracowalismy razem i bylo tak wspaniale, ze teraz to jest po prostu czarna rozpacz… Juz mi nikt nie przynosi krojonej marchewki, obranych pomaranczy, kawy na zimno i chowa w pudelko pod stolem zeby miala taka niespodzianke na dzien dobry… Brakuje mi P. w pracy nie tylko z tego powodu – po prostu przy nim czuje sie bezpiecznie, dobrze, kochana i zaopiekowana, ciagle w centrum uwagi. Tak duzo zaczynam rozumiec z tego czego wczesniej nie rozumialam i wydawalo mi sie ok w moim zyciu chocby kwestia wchodzenia w bliskie relacje z innymi mezczyznami. Dzis rozumiem dlaczego tego potrzebowalam i skad sie takie pragnienie bralo. Dzis juz tego nie chce i swiadomie ucinam zalazki tego typu relacji ale widze jak wazne bylo zdac sobie z tego sprawe. Bez wzgledu na wszystko co sie stalo, stanie i co jest. 
    Nowa praca jest meczaca i ciezka. Ide spac bo jutro musze przezyc te kolejne 12 godzin..

    Poniedziałek… zawsze straszny bo pierwszy i tak daleko do konca tygodnia. Dzis nie bedzie zle. W zasadzie nie mam czasu na dluga notke bo sie za nia wzielam za pozno, ale po pierwsze: chcialam sobie zalozyc noweg bloga – zalozylam nawet trzy ale nie mam pojecia jak sie nimi obslugiwac…jakies dziwne to bylo bo zakladalam blog na blogu.pl a pojawily mi sie ostatecznie w jakims innym miejscu sieci… po drugie w takim razie bede pisac tu po trzecie jest poniedzialek i moj plan jest taki: zaraz budze chlopakow, bo Karola juz dawno wstala, odworze dziecko do szkoly, w szkole umwaiam sie na spotkanie w sprawie drugiego dziecka a potem jade jeszcze do drugiej szkoly w sprawie dziecka trzeciego… nastepnie wracam do domu i zabieram dziecko drugie i trzecie oraz moja mame na basen…po powrocie gotujemy obiad, jemy obiad, sprzatamy i wieczorem moze uda mi sie na chwile spotkac z P. 

    Poki co w domu jest bloga cisza i dzien sie dopiero rozpoczyna… a ja juz zdazylam uszczuplic moje konto o 80f. No ale mus to mus. Dzien dobry nowy tygodniu.
    ps. jutro jade do nowej pracy…

    Mucha

    1 komentarz

    Do mojego pokoju wleciala mucha. Latala sobie latala, w cieple slonka sobie bzykala a poźniej przez okno wyfrunela….i tyle. Takiej to to dobrze moze wpasc do kogos na chwile, pokrzatac sie troche, narobic zamieszania a potem odleciec i nikt jej tego nie ma za zle…

    Kiedys kolezanka polecila mi jeden jego kawalek a bylo to jakies 4 miesiace temu…od tamtej pory….

    Nie moge sie od Ciebie uwolnic Jarle!:)) 
    I love your music!Ilove your voice!


     

    Jeszcze calkiem niedawno nie sadzilam ze w tym roku zobacze cokolwiek wiecej niz ulice mego miasta i to z domu do pracy i z pracy do domu… W Polsce tak myslalam. 

    Nie sadzilam ze wyjade do Anglii a juz na pewno nie sadzilam ze w tym roku w sierpniu bede w Szkocji! W Edinburgu, pieknym mieście z potencjałem tworczym. 
    Klimat miasta zacheca do poznania go blizej…niestety weekend byl za krotki a poznanie moje z Edinburgiem pobiezne. Pogoda niestety tez nie dopisala i widzialam miasto zza szyb samochodu. 
    Najcudowniejsza byla wyprawa nad morze. skalisty brzeg. fale odbijajace sie od skal. wiatrrrrrrrrr…normalnie urywalo glowe ale ten wiatr byl oczyszczajacy! uwielbiam taki wiatr! dotykajacy. przenikliwy ale nie tak do szpiku kosci tylko taki otulajacy. Normalnie jak sie rozlozylo rece to bylam „krolem swiata”:) 
    Genialne miejsce. bede o nim marzyc, zeby wrocic.
    To byl dobry wyjazd. Fajny czas. 
    Duzo mysli i odkryc w mojej glowie nastapilo. Jestem z siebie dumna:)

    Człowiek w dlugotwałym stresie probuje sobie jakos zrewanzowac ciagłe napięcie i zaczyna szukac możliwosci.

    Jedni chodza na imprezy inni pija wódkę na reset a ja lubie sie zauroczyc w kims…
    Glupie to i niczego nie rozwiazuje tylko wyrzuty sumienia i zal pozostawia…
    Mialam tak chyba od dziecka. W roznej formie rzecz jasna ale zawsze lubilam byc w kims zaduzona.
    Juz jako 7 letnia dziewczynka bylam platonicznie zakochana w chlopcu o 5 lat starszym. Lubilam to uczucie wyjatkowosci kazdej chwili naszego spotkania…na korytarzu w szkole, na podworku szkolnym…Drzenia serca.
    To drzenie mam do dzis. NIe w stosunku do teog konkretnego czlowieka, nawet nie wiem co sie z nim dzieje.
    Ale to drzenie sprawia ze krew szybciej krazy, mysli sie wyostrzaja, uwaga koncentruje, intelekt dziala na najwyzszych obrotach, postawa prostuje a wzok przyciaga… Jestem uzalezniona. Wszystko mozna sobie tym zalatwic – poczucie krzywdy, zlość, rozzalenie, samotnosc, niesprawiedliwosc, brak poczucia bezpieczenstwa…Wszystko.
    I wszystko sie wtedy jakos da zrobic, mam tyle energii…
    Tyle ze tak naprawde to nic nie zalatwia.
    Po co ja sobie to robie?
    Potem jak wszystko mija, uspakaja sie to pustka jest wieksza niz wczesniej owo DRZENIE…

    znalazlam swoje nowe objawienie muzyczne…

    Jame Woon.
    Shoulda to moj ulubiony kawałek.
    Spedzam ostatnio zbyt duzo czasu na necie…
    Nachodza mniejakies sentymentalne bzdury… musze sie ogarnac.
    Ale chociaz jedno: muza przednia:)))

    tak sie zamierzalam juz od jakiegos czasu no i w koncu to zrobilam… wyjechalam z Polski i mieszkam w Anglii. NIezbyt to moze oryginalne ale zgodzic sie musze z moja kolezanka, ktora powiedziala mi kiedy kazdy musi przezyc SWOJA emigracje, doceni wtedy Polske. W prawdzie nie mam Polski jeszcze za co doceniac ale juz bardzo tesknie za rodzina, przyjaciolmi i normalnym zyciem. Zyciem nie-emigranta. Jak mam nie tesknic skoro tutaj w ogole sie nie rozwijam w zaden sposob tylko wrecz sie cofam? pracuje w fabryce. i to nie jest wazne w jakiej. nigdy nie pracowalam na produkcji i to nie wazne czego. Po prostu cale moje zycie bylam Pania z biura i to nie wazne jakiego. Po prostu moja praca byla latwa lekka i przyjemna w porownaniu z tym zapieprzem, ktory aktualnie mam. Fizycznie jestem wykonczona. Psychicznie tez bo zostawilam w Polsce rodzine, swoje zycie, i mase dlugow ktore wypada splacic. No to tyram po 12h na dobe. ale jutro mam wolne i z tej cudownej okazji laze jeszcze po sieci zamiast spac. no i przypomnialam soboie ze kiedys bloga prowadzilam….. dobrze moc wpasc i zostawic znow slad po sobie:)

    sylwestra od zawsze obchodze w gronie ludzi, ktorzy alkoholu nie pija wiec nie mam traumatycznych wspomnien zwiazanych z zapitym towarzystwem obmacujacym sie w kazdym kacie czyjegos domu, z niewiadomo kim.

    tak wybralam i tak mi dobrze. alkohol niszczy nasze spoleczenstwo!
    W tym roku, bawimy sie w restauracji w gronie najblizszych przyjaciol. spotkanie odbedzie sie pod haslem „przyjdz taki jaki bedziesz w roku …2016!” Kazdy musi przygotowac sie do tej zabawy i po prostu ruszyc swoje marzenia:)))
    to bedzie spotkanie!! juz sie nie moge doczekac:))) wiem kim, z kim i gdzie chce byc za 5 lat.  
    czy prawda jest ze mozna tak zaczarowac swoja rzeczywistosc aby za te 5 lat bylo tak jak sobie wymarzylam??!:))
    sadze ze bylo by milo
     <div><object width=”1″ height=”1″><param name=”movie” value=”http://blog.pl/blogwidgets/widgets/blog_notki/564723969-50528776″></param><param name=”allowScriptAccess” value=”always” /><embed src=”http://blog.pl/blogwidgets/widgets/blog_notki/564723969-50528776″ type=”application/x-shockwave-flash” allowScriptAccess=”always” width=”1″ height=”1″></embed></object></div> 

    Nie sadzilam ze bycie kobieta biznesu jest takie trudne. Za kazda kolejna gorka wydaje mi sie ze juz nie mam sily i ze nie dam rady. No, nie wejde i koniec…ale jednak pokonuje górke, zjezdzam  w dół i w podskokach biegne dalej…na kolejna gorke:) 

    Zastanawiam sie ile to moze potrwac?!
    Jezu, nie narzekam bo moglabym miec o sto razy gorzej ale ja nie wiem czy ja przypadkiem juz tak wlasnie nie mam. 
    Znaczy sie gorzej niz bylo.
    To, to na pewno.
    No i tak… tego…
    No i tyle mojego co sobie napisze a rekawy trzeba dalej zawijac za łokcie i orac chyba, ze spkaujemy manatki i ruszymy w piatke w daleki swiat – dzieci sa zafascynowane ta mysla! A ja tym razem – przerazona (tym razem, bo juz mielismy pare  razy takie zachciewajki wyjazdowe ale jakos nic nie wyszlo. a teraz jest tak na powaznie powaznosci), zobaczymy.

    • RSS